Historia Rogers Rangers

Historia Rogers Rangers

Zalążkiem rangersów Rogersa była około 30 osobowa kompania wchodząca w skład oddziału płk. Josepha Blancharda – Ranger Company of Blanchards' New Hampshire Regiment. Od wiosny 1755 pełnili oni obowiązki zwiadowców i podczas lata działali wspólnie z armią prowincjonalną Sir Williama Johnsona. W listopadzie np. 10 osobowy oddział zwiadowczy obserwował prace przy rozbudowie Fort Carillon. Zimą tego roku pozostawali w Fort William Henry skąd prowadzili akcje zwiadowcze i wypady na znajdujące się dalej na północ francuskie forty.

24 marca 1756 roku z polecenia głównego dowódcy wojsk brytyjskich w Ameryce Północnej, Sir Williama Shirleya, Rogers sformował pierwszą samodzielna kompanię rangersów 1 His Majesty's Independent Company. Kompania składała się z 60 rangersów, 3 sierżantów, 1 porucznika i 1 podporucznika(chorążego). Brat Rogersa – Richard został jego pierwszym porucznikiem. Opłacani byli bezpośrednio z kasy królewskiej, mimo że właściwie, oficjalnie nie byli częścią armii brytyjskiej.

W lipcu 1756 roku, nowo dowodzący armią, Generał Lord Loudoun widząc wielką przydatność rangersów polecił powołać 2-gą kompanię, której dowódcą został młodszy brat Rogersa – Richard. Wkrótce powołano również indiańską kompanię Stockbridge Mahican, której dowódcą został indiański oficer Jacob Cheeksaunkun oraz dwie inne kompanie, których dowódcami zostali Humphrey Hobbs i Thomas Speakeman. Kompanie te dołączyły do Rogersa stacjonującego w Fort William Henry na południowym krańcu Jeziora George. Rogers miał teraz 5 kompanii i ogólną liczbę około 250 rangersów i oficerów. Niemal wszyscy oficerowie i większość rangersów pochodziła z New Hampshire. Byli to głównie młodzi, hardzi i zdecydowani ludzie, których Rogers często spotykał podczas corocznych sezonów polowań. Na ich umiejętnościach, odwadze i wierności mógł polegać. Szczególnie znani byli z umiejętności strzeleckich, mogli iść tropem człowieka lub zwierzęcia oraz znosić ekstremalne zmęczenie, głód i zimno. Strumień, las, jezioro, śnieg czy lód nie były dla nich przeszkodą. Zimą często odbywali długie i męczące wyprawy na terytorium wroga przebywając duże odległości na rakietach śnieżnych, łyżwach lub rakach. Czasami zdarzało im się biwakować w lesie bez ognia by uniknąć wykrycia. Dzięki częstym kontaktom z tubylczymi amerykanami zaznajomieni byli z ich językiem i obyczajami. Mimo trudów służby, zastawianie zasadzek i zwycięskie powroty z wypraw były dla nich ekscytujące i inspirujące. Niebezpieczeństwo i śmierć były ich towarzyszami. Wiedzieli, że w razie schwytania będą torturowani lub okaleczeni. Przeciwnicy w pełni doceniali ich odwagę i umiejętności. Działając jako przewodnicy szli przed główną kolumną wojsk wybierając drogę, szukając brodów, dobrych miejsc na obóz i czuwając by nie wpaść w zasadzkę.

Tacy to właśnie rangersi stanowić mieli trzon powstających później nowych kompanii Rogersa. Kompanie te uzupełniane były głównie szkockimi i irlandzkimi emigrantami. Liczne grupy stanowili też Anglicy, Holendrzy, Niemcy jak również Hiszpanie i Portugalczycy. Demokratyczne metody rekrutacji rangersów pozwalały również służyć Metysom a nawet murzynom. Trzy kompanie(2 Stockbridge Mahican i 1 Connecticut Mohegan) tworzyli wyłącznie Indianie, których wiedzę i umiejętności Rogers bardzo wysoko cenił. Między rangersami nie było różnic społecznych, wszyscy traktowani byli jednakowo. By zapanować nad tym mixem narodowości i temperamentów trzeba było nie lada charyzmy. Rogers doskonale sobie z tym radził. Znając swoich rangersów „trzymał” ich bardzo umiejętnie i ostrożnie. Dzięki temu był lubianym i szanowanym dowódcą. Dzielił z nimi wszystkie niedole pełnionej służby a podczas przerw w akcjach często zasiadał z nimi w tawernie. Podczas jakichkolwiek konfliktów z oficerami brytyjskimi zawsze trzymał stronę swoich rangersów.

Podczas szkolenia rekrutów szczególny nacisk kładł na umiejętności strzeleckie, które w późniejszych walkach niejednokrotnie ratowały im życie. Szkolono ich do walki w dwójkach, gdzie jeden strzelał a drugi w tym czasie ładował. Pozwalało to im na prowadzenie „ciągłego” ostrzału przeciwnika. Rekruci nie wychowani w puszczach przechodzili szkolenie w umiejętności przetrwania w dziczy, nauce orientacji, budowy szałasu czy tratwy. Uczyli się również pokonywania rzek bez łodzi czy tratw, uczyli się kamuflażu i naśladowania głosów zwierząt. Każdy późniejszy rangers musiał też umieć walczyć różnymi rodzajami broni ale musiał też potrafić uszyć mokasyny czy zrobić rakiety śnieżne. Pod bacznym okiem Rogersa rekruci szybko nabywali nowych umiejętności i wkrótce stawali się doskonałym uzupełnieniem starych wiarusów. Nie wszyscy rekruci wytrzymywali trudy szkolenia i pełnionej służby, jednak ilość dezercji w szeregach rangersów była znikomym procentem w porównaniu z licznymi dezercjami w armii i oddziałach kolonialnych. Bardziej obeznani w realiach walki w lasach dowódcy brytyjscy przysyłali do Rogersa swoich oficerów i żołnierzy celem nauki. Efektem tych nauk było powołanie pierwszych regularnych regimentów lekkiej piechoty.

Taktyka rangersów wzorowana była na taktyce indiańskiej. Atak – odskok – przegrupowanie – ponowny atak lub wycofanie się. Działania zwiadowcze i partyzanckie polegały na tworzeniu atmosfery strachu na tyłach wroga. Często podpalali i niszczyli zabudowania, zapasy zboża, drewna. Likwidowano zaopatrzenie, niszczono łodzie, kanu, zabijano ludzi i zwierzęta. Czasami chwytali jeńców dla informacji. Działali również jako szpiedzy, w przebraniu np. rybaków obserwowali ruchy nieprzyjaciela.

Trudy kampanii powodowały, że często dokuczał im szkorbut, sam Rogers w 1757 roku chorował na niego. Zdarzały się również epidemie ospy, na skutek powikłań po ospie w 1757 roku, w Fort William Henry zmarł brat Rogersa – Richard. Dokuczał im również reumatyzm, częste były złamania czy inne urazy kończące się śmiercią. Zdarzały się również przypadki utonięć podczas pokonywania przeszkód wodnych. Zimą częste były odmrożenia kończyn, wpadnięcia pod lód czy ślepota śnieżna. Były też i przyjemniejsze strony ich służby. W wolnych od ćwiczeń lub akcji chwilach grywali w karty, kości lub warcaby popijając rum, żując tytoń lub popalając fajeczki. Śpiewano i słuchano muzyki wygrywanej na skrzypcach, drumlach lub fletach(piszczałkach). Umiejący czytać, czytali gazety i książki, niektórzy pisali dzienniki jak np. Joshua Goodenough. Czasami organizowano zawody w zapasach, zdarzały się też zwykłe bijatyki. Rangersi również sami musieli prać swoją odzież.

Wyżywienie rangersów zależało od sytuacji, czy przebywali w obozie czy w terenie. Na wyprawy zabierali porcje solonej wołowiny, wieprzowiny, brandy lub rumu, cukier, ryż, chleb, kilka krakersów, pieczoną kukurydzę. Prowiant rolowano w koce lub noszono w haversakach lub knapsakach. W miarę możliwości również polowano. Nie gardzono mięsem przepiórek, piżmaków a w skrajnych sytuacjach płazami, grzybami, korą drzew czy elementami skórzanego ekwipunku. Podczas ekstremalnej wyprawy na St.Francis dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu.

Na ubiór rangersa składało się to co udało im się zakupić, zdobyć na wrogu i to co było praktyczne w codziennym użyciu. Generalnie był to mix europejskich i indiańskich ubiorów. Prawie cały czas w kompaniach Rogersa starano się stosować umundurowanie w kolorze zielonym, chociaż nie trzymano się ściśle tej zasady. Rogers tolerował pewną dowolność ale dążył do utrzymania zieleni jako polowego kamuflażu.

Ciemną stroną ich działalności były okrucieństwa wojny a zwłaszcza problem skalpowania. Każda wojna niesie za sobą okrucieństwa, FIW nie była pod tym względem inna. Nie można tu nie wspomnieć o akcjach rangersów podczas walk o Quebec w 1759 roku, kiedy to w znacznym stopniu przyczynili się do zrównania z ziemią okolic twierdzy i cierpień francuskich osadników. W opinii niektórych historyków metody walki rangersów określane były jako barbarzyńskie. Chociaż wyższe dowództwo nie popierało skalpowania to jednak również go nie zakazywało. Władze kolonii w dyskretny sposób nawet do tego zachęcały wypłacając za każdy skalp premie pieniężne. Oczywiście rangersi to wykorzystali mając dodatkowe dochody. Rangersi rzadko brali jeńców, jedynie podczas wypadów po „języki”. Najczęściej jeńcy byli od razu zabijani. Francuska strona stosowała podobne metody. Podczas 2 Bitwy na Rakietach Śnieżnych, na początku bitwy rangersi rzucili się do skalpowania zabitych wrogów. Później gdy szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Francuzów i Indian, wszystkich pojmanych rangersów przy których znaleziono świeże skalpy od razu zarąbano siekierami i tomahawkami.